poniedziałek, 28 grudnia 2009

Morze & Trucizna

Widzę moją depresję jako gigantyczną maź oplatającą mnie, coś jak symbiont Eddiego Brocka, jak błoto z Niekończącej się Opowieści, jak ruchome piaski z bajek Perskich, jak coś w co wdepnąłeś dawno temu, myśląc że uwolniłeś się z tego ale nagle zauważasz że tkwisz w tym po uszy i nie widzisz żadnej drogi ucieczki. To obrazy w twojej głowie, gdy widzisz jak każde zadanie, którego chcesz się podjąć zostaje zniweczone przez twoją niemoc, każde działanie zdegradowane do zera, każdy normalny odruch doprowadzony do katastrofy. Słyszysz głos w twojej głowie mówiący "nie poddawaj się", ale wierzysz w swoją porażkę, w swój niczym nie uzasadniony strach i masz ochotę ściszyć volume w swojej głowie do minimum. Obawa przed wyjściem na zewnątrz rozrasta się do gigantycznych rozmiarów, potrzebujesz wziąć głęboki oddech zanim spróbujesz otworzyć drzwi i stawić czoła światu. Wydaje Ci się że prowadzisz wojnę z codziennością, polem bitwy jest rzeczywistość za oknem, wszyscy ludzie na ulicy są twoimi wrogami, a ty nie posiadasz oręża, jesteś bezbronny, bez szans na wygraną, bez szans na wyjście z tego w jednym kawałku. Znajdujesz tysiące powodów, dla których twoje przeżywanie życia jest gorsze niż kogoś innego, tysiąc innych powodów dla których powinieneś przeciąć pępowinę łączącą cię z tym bezużytecznym światem, goniącym wiecznie za tym, czego ty nie szukasz. Czujesz jak omijają Cię różne dobre rzeczy ale to nie ma znaczenia bo i tak nie potrafisz się z nich cieszyć, sam przyznajesz że nie potrafisz być nigdy szczęśliwy, nie tak jakbyś sobie tego przynajmniej życzył. Depresja to przede wszystkim strach, obawa, lęk przed dzwonkiem telefonu, do drzwi, przed nową wiadomością, przed kontaktem z drugą osobą, przed najbardziej trywialnymi rzeczami na świecie. Gdy święcie wierzysz w to, że nic z tego nie wyjdzie, jaki ma sens podejmowanie jakiegokolwiek działania? Jedyne co jesteś w stanie zrobić to pielęgnowanie własnego wyobcowania, doglądanie swojego niezdecydowania, ochranianie własnej bezużyteczności. Czasami czujesz się jak puste naczynie, bez niczego w środku, żadnych uczuć, żadnych rzeczy do przekazania światu, totalnie bez szans na zapełnienie kiedykolwiek. To obezwładniające uczucie, mające na celu zostawić cie bełkoczącego w łóżku, bez przyjaciół i rodziny, bez nikogo na kim by Ci zależało, umierającego, samotnego, pokonanego. Depresja to plaga nowego milenium, dżuma XXI wieku, nowe aids i dziwni są ludzie, którzy uważają to za trendy.

To gorsze niż śmierć bo czujesz się jakbyś był martwy za życia.

Nie pozostaje już nic innego jak wiara.

Najbardziej znamienne w tym wszystkim jest to, że ja wciąż czerpię siłę z własnych niedoskonałości-gdy odsłaniasz się i stawiasz czoła własnym obawom, one nigdy więcej nie będą już tak straszne. Chcę o tym mówić, pisać, śpiewać po to żeby to pokonać. Może jak wyczerpię temat, strach wreszcie zniknie ? Jak własna depresja może utrzymywać Cię przy życiu ?

Czy to jest wystarczające obnażanie siebie ? Czy mogę jeszcze bardziej wywalić wnętrzności na zewnątrz ? Mogę być bardziej nagi, niż jestem w tym momencie ?

Wątpię.

ale nie poddaję się.

sobota, 7 listopada 2009

Sekretne życie k...

Jem hamburgery w Mcdonaldzie.
Piję piwo w Bierhalle.
Cappucino z Coffee Heaven.
Słodka przekąska z Krakowskiego Kredensu.
Piję doskonałe wino w Wine house.
Ubieram się w Bershce, garnitury kupuję u Franco Feruzzi.
Koszule na zamowienie z Olympa.
Buty z Clarksa, skórzane tylko z Sagan.
Biżuteria z Bijou Brigitte.
Zegarek ze Swissa.
Kupuję niepotrzebne dodatki z Flo.
Dom urządzam według nowego katalogu Almi Decor.
Szafka w łazience z Ikei.
Widelce z Duki.
Porcelana z Monetti.
Wpadam na przedpremierę do Cinema City.
Zagraniczne książki z American Bookstore.
Po gazety tylko do Empiku.
Spalam tłuszcz w Holmes Place.
Wybieram fryzjerkę w Camille Albane.
Nowy perfum od Douglasa.
Relaksuję się w Nail Clubie.
Kosmetyki na bazie roślin wybieram w Yves Rocher.

Czuję się spełnionym człowiekiem. Nie potrzebuję już niczego więcej ...

piątek, 23 października 2009

The Death of Rabbit Underground

Kiedy widzę jak wszystko do siebie pasuje, zaczynam wątpić. Kiedy widzę jak wszystko zaczyna się układać, zaczynam szukać drogi wyjścia. Kiedy zauważam jak wszystko zmierza do nieuchronnego końca, zaczynam uciekać. Nie mówię tu o tym bólu głowy, to nie jest ten "głodny" kawałek o tym jak bardzo niestabilnie się czuję i jak wydaje mi się że cały świat mnie nienawidzi, to nie jest o mojej cholernej dziewczynie tym bardziej o nikim bliskim ani o nikim komu chciałbym dopierdolić. Tworzę swoje własne prywatne piekło. Zawsze za rogiem czai się mała apokalipsa. A ja po prostu czasami chciałbym poprzyglądać się jak wszystko płonie. Chciałbyś to poczuć także ?
/mała dygresja:nie warto NIE BYĆ dżentelmenem, od dobrych manier nikt nie umarł, prawda?/

A więc siedzę tu i zastanawiam się kim był Rasputin. Czy małe pytania dotyczą zawsze małych odpowiedzi ? Mógłbym być nim, tak mi się wydaje. Brakuje mi tylko rodziny królewskiej, brody, przedziałka na środku głowy i jakichś 60 kilo ale to jest akurat do nadrobienia. Chociaż pewnie bliżej mi do Bunny'ego jeśli się głębiej nad tym zastanowić. Nawiasem mowiąc, wolałbym żeby akcja nowej książki Cave'a działa się w Ameryce a nie w nowej Anglii ale to jest haczyk, puszczanie oka do czytelnika i rozumiem to. Sam na jego miejscu zastosowałbym podobny manewr. Witam go nagle, czule i gorąco po 20 latach znowu na szczycie swoich możliwośći pisarskich i po 10 latach odkąd przeczytałem jego pierwszą powieść i doznałem tego znajomego, zimnego ukłucia małej piekielnej zazdrości w czarnym serduszku, że ja tego nie napisałem pierwszy. Viva la Cave !
Okazuje się że nie wszyscy którzy graja w zespołach to skończone dupki, ty wiedziałeś o tym, ja nie. Niektórzy to żule nieskończone, których nie różni zbyt wiele od nas, oprócz tego że zarabiają na życie grajac na gitarach co wieczór w wyprzedanych halach. Viva la Musica ! Viva la zajebiści kolesie z zajebistych zespołów ! Viva la tysiąckrotne pierdolenie o tym jak możesz być lepsza i fajniejsza i nic z tego nie wychodzi ! Viva la zapowiedz czegoś fajnego w niedalekiej przyszłości i viva la poznanie fajnego człowieka w dziwnych okolicznościach ! Viva la masówka która to umożliwiła huhuuu !

Czuję jak moje światy wyrywają się na zewnątrz i fajne jest to że jest się z kim tym dzielić. Nie czuję cieżaru całego świata=jestem pogodzony i lata świetlne od żałosnych prób dopasowania siebie do wszystkiego. Czemu ja mam to robić ? Niech wszystko dopasuje się do mnie.

Pantomima jest naprawdę świetna, do momentu w którym odkrywasz że sam w niej grasz. Wtedy wszyyyystko idzie w diabły.

niedziela, 11 października 2009

Nie ścigam własnych marzeń, w obawie że mogą się kiedyś spełnić

Czemu wszystko co piszę ma posmak protekcjonalnego gówna ? może za bardzo się staram ? może osiągnąłem pułap "nad-uczciwości" względem siebie i wszystko inne wydaje sie być już tylko banałem ?
Mogę zmienić szyk w zdaniu i nazwać to wierszem. Mogę z palcem w dupie napisać tekst do kawałka-hymnu dla każdego zespołu, którego marzeniem jest posiadanie utworu do chóralnego odśpiewywania na wypełnionych stadionach. Mogę napisać recenzję i udawać że to moja własna. Mogę napisać opowiadanie i utrzymywać wszystkich w przekonaniu że nigdy wcześniej nie powstało nic równie wspaniałego. Mogę przeczytać wszystkie pierdolone książki tego świata i na podstawie tego napisać jedną, od której wszyscy by się zesrali...
ale czy o to tu tak naprawdę chodzi ?
Czy wciąż szukam idealnego rozwiązania ? Tak.
Czy kiedyś je znajdę ? Nie mam pierdolonego pojęcia.
Czy piszę dla siebie czy już pod tego bloga ?
a) wszystko jest autokreacją. nie ma się co oszukiwać.
sprzedałeś się dla krótkotrwałej chwały=jesteś dziwką
b) wszystko co piszesz i udostępniasz jest autoryzowane
przez Ciebie, więc nie ma mowy o sprzedaniu się.
zresztą, ile można tkwić w undergroundzie ?
Jesteś zajebisty.
c) naprawdę sądzisz, że to co tu piszesz zmieniło twój
sposób postrzegania rzeczy ? że piszesz inaczej niż
zwykle, mniej uczciwie, bardziej ostentacyjnie ?
d) może przestań się nad tym kurwa zastanawiać ?

Więc przestaję. Oto me przywitanie.