sobota, 24 lipca 2010

Widzisz, straciłem swoją wiarę. Tak jak wszyscy w tej zepsutej dziurze.

Króliczek (monolog do trzeciego aktu, scena druga)

Anteny telewizyjne niczym jemioła atakująca drzewa. Brud ze spalin jak druga farba na budynkach. Graffiti niczym zalegające się robactwo na murach. Okratowane okna odgradzające nas od "zewnątrz". Dym z ogromnego komina rozpościera się na niebie niczym smuga na świeżo umytej szybie. Tracimy sens życia w okrutnej telewizyjnej otchłani. Przeżywamy nasze życia zamknięci w ciasnych pomieszczeniach, tam się rodzimy i umieramy. To miało być ucieczką od brudu ale tak naprawdę zanurzyłem się tylko w innym brudzie. Nie chcę skończyć jak bezimienny psychol w jakimś domu opieki. Nie chcę być znerwicowanym, mrugającym bez przerwy paranoikiem, który nie potrafi przekazać światu prostego komunikatu o tym że musi się wysrać. Nie chcę być obciążeniem dla siebie, dla nikogo. Nie chcę istnieć dla nikogo. Czasami marzę o tym żeby zniknąć, wymazać swoje życie bez szkody dla świata. Czasami marzę o tym żeby nigdy mnie nie było. Czasem jestem tak świadomy, że umyślnie zapominam o swoim istnieniu.

Hej, Hank Moody - też mam swojego bloga. I też wiem jak to jest usiąść przed pustą kartką i nie mieć pierdolonego pojęcia co chciałbym przekazać światu.