sobota, 13 listopada 2010

Poparzone dzieci Ameryki.

Podpatrzony tytuł. Sprytne posunięcie. Może powinienem częściej sięgać po takie rzeczy, żeby nabijać sobie posty na blogu ? Może nie ma już niczego ciekawego do przekazania ? Może nie bawią mnie opisy wycieczek, recenzji ani opisów tego, jaki to ja nie jestem alternatywny i cierpię niczym dwunastoletnia dziewczynka, której zabrało się lalkę Barbie, bo nie chciała zjeść kolacji. To trywialne i żałosne, mam nadzieję, że czujecie tak samo. Nie próbuję wam wcisnąć "nieświeżego mięsa", nie chcę wam mówić, że prowadzę jakąś misję tutaj bo tak nie jest. Nie jest i chuj. Od dzisiaj ten blog oficjalnie zostaje miejscem, w którym będę nienawidził, wytykał i wyszydzał, ku mojej przyjemności. Jeśli komukolwiek to odpowiada, to super. Jeśli nie to i tak mam to w dupie. Właściwie najlepiej co możesz zrobić w takim momencie to iść sobie zwalić konia. Wszystko będzie bardziej przyjemne niż czytanie tego. Chociaż zdaję sobie sprawę ile osób wchodzi tu z trwogą i obawą, iż mogą zostać opisani przeze mnie jako beznadziejne przypadki osób, które nic sobą nie reprezentują. Z tego powodu może ja powinienem sobie zwalić konia...
Nienawidzę tego miejsca. Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.